NIENAWIDZĘ SZKOŁY


Na początku miesiąca szukałam inspiracji do wpisów i zaczęłam wpisywać przypadkowe hasła w Google. Zaczęłam pisać: "Dlaczego nienawidzę...". Pierwsza sugestia: "Dlaczego nienawidzę szkoły". Kliknęłam. Dowiedziałam się, że przekazuje się nam przez 12 lat niepotrzebną wiedzę, szkoła jest zbyt stresująca, nauczyciele oceniają niesprawiedliwie i ogólnie to jeden wielki syf. Dodatkowo nauczyciele wywierają presję na uczniach powtarzając, że nie zaliczą tego i tamtego. Jest w tym trochę prawdy. Ale wiecie co? Nie warto mieć takiego nastawienia. A właśnie od niego wszystko zależy.

Odbieramy sprawdziany, kartkówki, odpowiedź jako zagrożenie i się stresujemy. O ile się nie mylę, gdy tak się dzieje, "zamyka" nam się pewna część mózgu odpowiedzialna na zapamiętywanie rzeczy. I po co tu ten stres? Chcecie paść na zawał przed trzydziestką? Sama należę do osób, które bardzo dużo się stresują i zbyt dużo myślą, jednak staram się ograniczać ten stres i podchodzić do większości spraw na luzie, czego widać efekty. Stresowałam się np. egzaminem gimnazjalnym, który wcale nie jest jakiś super ważny, chyba że komuś zależy na "najlepszym" liceum w mieście. Moim zdaniem jest to tak samo bezsensowne jak sam egzamin. Nieważne, czy chodzi się do średniego liceum, najlepszego, czy technikum. Osoby z przedstawionych trzech grup zdają tą samą maturę, do której i tak sami będą musieli ruszyć tyłki. 

Nauczyciele oceniają niesprawiedliwie? Ale raczej nie istnieje zakaz informujący o tym, że nie masz prawa podejść do nauczyciela i o tym pogadać? Ewentualnie wychowawcy? Narzekanie na to w Internetach na pewno nie poprawi sprawy. Mnie osobiście denerwuje faworyzowanie tych samych osób, bo dostają piątki. A oceny nie odzwierciedlają naszej inteligencji. Czasem (lub przez większość gimnazjum i część 1 klasy liceum) mi się nie chciało - ok, nauczyłam się na 3, tyle dostałam. Od tego roku się bardziej przykładam i mam piątki z przedmiotu, z którego na koniec klasy miałam właśnie tróję. Można? Można, tylko trzeba chcieć.
Oceny nie są najważniejsze i nie rozumiem dodatkowej presji ze strony rodziców, którzy wymagają samych piątek, świadectwa z paskiem, a najlepiej jeszcze stypendium. Dają kary za dwóje i trójki, a jak pałę to już w ogóle się w domu nie pokazuj... Trochę współczuję takim osobom, szczególnie jeśli nie potrafią postawić na swoim.


Co do wpajania nam bezsensownej wiedzy - jest w tym coś. Szczególnie odczuwałam to w gimnazjum, gdzie powinno się uczyć wszystkiego. Fajniej jest w szkole średniej - macie profile, które się wybiera pod swoje zainteresowania i możliwości. Teoretycznie odchodzi mnóstwo rzeczy, które Was nie interesują. W pierwszej klasie musiałam się uczyć na fizykę, chemię, biologię... Nienawidzę tych przedmiotów, choć niektóre tematy były naprawdę ciekawie omówione. Teraz mam rozszerzenia, specjalizację artystyczną i w większości przedmioty, z których zadania domowe odrabiam z pewnego rodzaju przyjemnością. Można powiedzieć, że lubię się uczyć i lubię szkołę. Mimo wszystkich minusów: m.in. garstki ludzi których nie lubię, ich narzekania na zadane rzeczy (które wcale nie są takie trudne, jak im się wydaje), 40 godzin zajęć w tygodniu i wywierania często niepotrzebnej presji przez nauczycieli. Wydaje mi się, że wszyscy powinniśmy docenić fakt, że mamy możliwość uczenia się. Poza tym w tym wszystkim chodzi o coś więcej, prawda?

Co myślicie na temat szkoły? I osób, które ciągle na nią narzekają?

Photobucket   Photobucket   Photobucket   Photobucket   Photobucket

Komentarze

Popularne posty