[FILM] WOLNY STRZELEC



Media nie bez powodu są nazywane czwartą władzą. Nie ma już cenzury jak w czasach PRL-u, a dziadkowie czy inne osoby starszej daty na pewno straciły to poczucie arkadii - jak czasem określają ten okres... Bo przecież nic się wtedy nie działo. No właśnie działo, tylko cenzura tego nie przepuszczała. Teraz informują nas o wszystkim, przy okazji często manipulując nami i naszymi uczuciami. Zawsze uważałam dziennikarzy za informatorów: o wydarzeniach, ludziach, problemach. Istnieją gatunki dziennikarstwa mniej i bardziej ambitne od innych, ale wydawało mi się, że wszystkich dziennikarzy łączy jedno: robią to z pasji. Wątpię, by Lou Bloom - główny bohater Wolnego Strzelca - czuł kiedykolwiek powołanie, by zostać prawdziwym dziennikarzem. Mężczyzna desperacko szuka pracy i pewnego wieczoru wpada na pomysł, by filmować wypadki itp., a później sprzedawać materiały lokalnej telewizji. Czy osiągnął sukces? To zależy.

Jake Gyllenhaal w roli Lou sprawdził się idealnie. Nie było żadnych potknięć, a nie każdy potrafi grać psychola, który za wszelką cenę chce się wnieść na sam szczyt. Nie dziwi mnie fakt, że dostał za tę rolę nominowany dwukrotnie w kategorii najlepszego aktora. Skupmy się jednak na postaci Lou Blooma. Mężczyzna kupuje kamerę, radio z nasłuchem na częstotliwości policyjnej i GPS. Tak uzbrojony jeździ po LA, szukając interesujących wydarzeń. Najważniejsze jest, by był na miejscu pierwszy. Udaje mu się kilka razy, więc na pewno nikogo nie zaskoczy to, że później sam nieco nagina rzeczywistość, by podwyższyć jakość nagrania... I dostać za to więcej kasy. Cóż, każdy ma jakiś cel w życiu, prawda? Lou zależy na najbardziej krwawym i szokującym materiale, do czego zachęciła go Nina Romina (Rene Russo). Jej stacja nie należy do najchętniej oglądanych przez widzów, co ma się zmienić dzięki naszemu "dziennikarzowi". Można powiedzieć, że to dla tej kobiety ciągle podnosi sobie poprzeczkę. Czy w jego zawodzie powinna istnieć jakaś nieprzekraczalna granica? Myślę, że nawet jeśli tak by było, Lou by ją przekroczył. Tak jak wspominałam - zrobi wszystko, by odnieść sukces i zrobić karierę.

Wolny Strzelec to reżyserski debiut Dana Gilroya, o czym dowiedziałam się dopiero po obejrzeniu tego filmu. Cieszę się, że się na to zdecydował, bo to jeden z lepszych filmów, z jakimi ostatnio miałam do czynienia. Czasem w filmach pokazywane są nam się pewne wydarzenia czy ogólnie wątki, które zmieniają obraz bohatera. Wiecie, że ze złego i nienawidzonego przez nas robi się nagle dobry (przykladowo: Snape z HP) albo na odwrót. Tutaj Lou jest pokazany jako socjopata i człowiek bez empatii, ale od początku do samego końca. Powiem nawet, że z czasem jest coraz gorzej. Jeśli szukacie czegoś mocniejszego na wieczór, nad czym moglibyście dłużej pomyśleć, wybierzcie Wolnego Strzelca. Osobiście uważam, że Lou może i wniósł się na sam szczyt, ale pozytywnie o tym sukcesie nie jestem w stanie myśleć. 


Photobucket   Photobucket   Photobucket    Photobucket   Photobucket

Komentarze

Popularne posty