[FILM] ZABIŁEM MOJĄ MATKĘ


Co za paradoks, mam matkę, którą nie jestem w stanie kochać, a jednocześnie nie potrafię jej nie kochać.

Jeśli spodziewacie się normalnej, typowej recenzji filmu - przepraszam, ale jestem zmuszona zrobić coś innego. Raz spróbowałam, wykasowałam całość i w martwym punkcie tkwiłam od początku października. Obiecałam, że zmierzę się ze swoimi skrajnymi emocjami i właśnie tak określiłabym ten tekst.
Dojrzewanie jest okresem ciężko bardzo trudnym. Nie tylko dla nas - nastolatków - lecz również dla rodziców, którzy często nie dopuszczają do siebie myśli o tym, że ich dziecko dorasta. Niedługo pewnie przyprowadzi do domu drugą połówkę, być może nieco się odsunie, nie będzie tak często i tak samo chętnie rozmawiać na każdy temat jak kiedyś. Mama Huberta zaczyna zauważać, że jej syn się zmienia i oddala. Chłopak ma 16-lat i w szkole powiedział, że jego mama nie żyje. Być może gdyby oboje pozabijali się w swoich głowach i byli dla siebie obcy, to mogliby zacząć znów ze sobą normalnie żyć. 

Rodzice Huberta są rozwiedzeni, ojca widzi raz na jakiś czas. W skrócie: jest zmuszony żyć pod jednym dachem z kimś, kto jednego dnia go rozumie, a drugiego wyśmiewa jego pomysły. Muszę przyznać, że rozumiem, dlaczego chłopak nie przyznał się do tego, że kogoś ma. Uważam, że rodzic powinien akceptować wszystkie wybory swojego dziecka, szczególnie gdy wkracza w dorosłość. Akceptacja i okazywanie wsparcia są niesamowicie ważne. Wątpię, by takie nastawienie miała mama Huberta, gdyby dowiedziała się o jego chłopaku. Co ciekawe - dowiaduje się... W poczekalni do solarium... Od mamy Antonina, partnera Huberta. No powiedzcie: jak byście zareagowali, gdyby ktoś powiedział Wam coś w stylu: Ah, czyż to nie cudowne, że nasi chłopcy są już razem dwa tygodnie/miesiące/lata!


Warto wspomnieć tutaj o dwóch postaciach: nauczycielce francuskiego i chłopaku Huberta, Antonina. Zacznę od tej drugiej postaci. François Arnaud skradł moje serce już przy Rodzinie Borgiów i jeśli mam być szczera - nigdy bym się go nie spodziewała w takiej roli, aczkolwiek jestem zaskoczona pozytywnie. Natomiast jeśli chodzi o nauczycielkę francuskiego... Myślę, że mama Huberta mogłaby spokojnie uważać ją za pewien wzór matki, którą właśnie teraz chłopak potrzebuje. Wspiera jego decyzje, pomaga mu wybrać kierunek działania, rozmawia z nim.

Skąd moje skrajne emocje? Hubert i Chantale - jego mama - kłócą się o byle co. Co najgorsze - gdy krzyczą do siebie, nie przekazują sobie tego, co by naprawdę chcieli. To trochę smutne, nie uważacie? I czasem wkurzające, ponieważ odniosłam wrażenie, jakby ich relacje były opierane na dwóch - nazwijmy to - guziczkach. Na jednym jest napisane "nie kłócimy się i kochamy" a na drugim "kłótnia". Nie ma nic pomiędzy, pierwszy jest wciskany zaraz po drugim i na odwrót. Nie wspomniałam o tym wcześniej, ale rodzice Huberta zamierzają wysłać go do Internatu, czego też kompletnie nie popierałam. Boże, czy oni naprawdę chcieli jeszcze bardziej podwyższać ten mur między nimi? 
Natomiast jeśli chodzi o zalety tego filmu, bardzo podobały mi się nagrania Huberta, w których mówi, co naprawdę czuje. 

Podsumowując mój nieco chaotyczny tekst: film Xaviera Dolana jest specyficzny i może nawet odrobinę ciężki. Mimo to jest wart uwagi, ponieważ m.in. skłania nas do myślenia. Autor zasługuje na wielkie brawa, ponieważ wystąpił w osobie reżysera, napisał scenariusz i jeszcze zagrał główną rolę. Dodatkowo warto wspomnieć o tym, że film jest nakręcony na podstawie jego przeżyć, co czyni z Zabiłem moją matkę bardzo nietypową biografię. 

Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket

Komentarze

Popularne posty