AUTOPORTRET BEZ TWARZY




Już po północy, więc gdy to piszę mamy trzynastego lutego 2016 roku. Nagle naszła mnie chęć napisania notatki o sobie, o tym jak się ostatnio czuję, o tym czego dzisiaj potrzebuję. Mam na imię Wiktoria, urodziłam się 26 czerwca 1998 roku i od tamtego czasu mieszkam dosłownie w lesie. Śmieję się, że jest to miejsce na końcu świata i coś w tym jest... Gdy jeszcze bywały ostre zimy, zdarzało się odcinać kilka domów od cywilizacji, bo ktoś zapomniał do nas podjechać odśnieżyć. 

Byłam raczej spokojnym dzieckiem, wybrednym jeśli chodzi o jedzenie. Przyznaję się bez bicia, że zostało mi to do dzisiaj. Ogólnie to kocham pomidorową, ale nienawidzę pomidorów. Nie przepadam za warzywami (szczególnie w rosole!), ale sałatkę jarzynową zjem. Szynkę zjem tylko chudą z kurczaka i nie ruszę innej. Wróżono mi różną przyszłość gdy byłam mała... Od zawsze rysowałam, robiłam laurki rodzicom a gdy nie umiałam jeszcze pisać, robiłam szlaczki na kartkach i udawałam, że czytam wymyślone w danej chwili opowiadanie. Moi rodzice dalej mają też kasetę VHS z nagraniem jak stoję na kolanach taty i na jakiejś uroczystości u nas w domu śpiewam kocham Cię mocno i czule, a będzie inaczej... W oryginale jest inaczej, ale wtedy nie przeszkadzało mi to w darciu się na cały pokój. 

Już nigdy nie zaśpiewałam publicznie, ale za to zapisywanie opowiadań (lub przeżyć własnych) i rysowanie ze mną zostało. Zostawałam na świetlicy, bo była tam moja ulubiona pani prowadząca warsztaty plastyczne dla uczniów. Skromnie przyznam, że w którejś tam klasie podstawówki (chyba 3?) zdobyłam wyróżnienie w wojewódzkim konkursie na szopkę, w piątej usłyszałam by iść do plastyka, żebym się nie zmarnowała. I cholera, w danej chwili potrzebuję takiej osoby, która powie mi, co mam robić dalej. Bo nie wiem już kim zostanę, jak dorosnę... Planów było wiele: w gimnazjum chciałam po prostu rysować realistyczne portrety na zamówienie, potem chciałam tworzyć animacje, ogólnie zajmować się grafiką, być dekoratorem wnętrz, projektantem... Przez półtora roku co sobotę chodziłam do Gminnego Ośrodka Kultury na warsztaty rysować, malować, rzeźbić. Tam usłyszałam, że rysuję oczy jak żywe, więc robiłam jak najwięcej portretów w domu. Odeszłam od realizmu, zaczęłam szukać swojego stylu. Myślę, że gdyby nie te warsztaty, poszłabym do ogólniaka. Nie byłaby to dobra decyzja, chociaż podobno szkoły plastyczne to dno.

Wiem na pewno, że chcę stąd wyjechać po maturze. Napisać co trzeba, zdać dyplom końcowy i wyrwać się z mojego lasu. Nie zrozumcie mnie źle... Kocham to miejsce, jego spokój, powietrze, spacery blisko domu, jazdę na rowerze przez pola. Ale teraz mi to nie wystarcza. Pragnę miasta, hałasu, milionów nieznajomych twarz. Pragnę mieć wszędzie blisko, teraz mam ponad trzy kilometry na najbliższy przystanek autobusowy. Rodzina? Moje rodzeństwo się już wyprowadziło. Moi rodzice odkąd pamiętam są nadopiekuńczy. Aż wstyd się przyznać, ale pierwszy raz mogłam gdzieś sama pojechać autobusem w trzeciej gimnazjum. Nie chcą mnie nigdzie puścić przed moją osiemnastką, przez co jestem trochę nieogarnięta. Pierwszy raz na koncercie byłam w zeszłym roku, a pociągiem jechałam po raz pierwszy w styczniu (z rodzicami do brata). Wstydzę się zapytać o rozmienienie stówki w sklepie, bo zawsze ktoś to robił za mnie. Po telefonicznym zamówieniu biletów na zwiedzanie Guido w wakacje trzęsłam się tak, że nie mogłam się uspokoić przez kilkanaście minut. Zawsze ktoś robił to za mnie... Potrzebuję w danej chwili samodzielności lub kogoś, z kim mogę być niezależna. Chcę zwiedzać. Pisać z różnych miejsc świata, robić w różnych miastach to, co zawsze chciałam... I wracać do lasu systematycznie.

Jeszcze dwa lata, zanim ostatecznie będę musiała podjąć decyzję, co dalej. Nie wiem, czy chcę iść na studia, czy się nadaję, czy sobie poradzę. To jasne, że się boję, ale czekam niecierpliwie i na przyszłość, i na moment, gdy to głos z tyłu głowy mi podpowie, jaka decyzja będzie najlepsza... To prawda, że trochę zapominam żyć tu i teraz, co z naukowego punktu widzenia nigdy nie było i nie będzie możliwe. Ale to planowanie mnie uspokaja: ustalanie budżetu (rozplanowanie oszczędzania na wakacje czy inne wyjazdy), nawet w szczegółach materiału do nauczenia się czy dni, w które będę malować. 

Boję się ciemności i nijakości. Ale postaram się, by nie dotknęło to mnie lub mojego umysłu.

Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket

Komentarze

Popularne posty