LIVING WITH DEPRESSION


Jedną z rzeczy pomijanych przy rozmowach o depresji jest świadomość jej absurdu...

Depresja nie zapowiada swojego przyjścia. Jednego dnia przejmujecie się drobnostkami, a któregoś z kolei ledwo wychodzicie z łóżka. Jesteście ogarnięci myślami, że nic i tak Wam się nie uda... Że nie zasługujecie na lepsze życie, lepszą przyszłość, lepsze traktowanie ze strony ludzi. Odtrącacie znajomych, ograniczając swój krąg ludzi, przy których nie macie ochoty się zabić, albo spędzić kolejnego dnia w łóżku. Nie potraficie się skupić, przez co w szkole gorzej Wam idzie, i o to również się obwiniacie. Rozważacie, by zerwać ze swoją drugą połówką, bo zasługuje na kogoś lepszego niż Wy, a z inną osobą nie musiałaby się tak męczyć. Tworzycie problemy, których nie ma, byleby mieć wymówkę dlaczego nie macie dzisiaj humoru. Niektóre zdania sprawiają, że macie ochotę się rozpłakać... Są to: wszystko będzie dobrze, wszystko się ułoży, nie masz powodów by być ciągle smutnym, ewentualnie pytanie czy wszystko okej? podczas gdy nic nie wydaje się takie być już nigdy. Dlaczego tak to działa? Bo żadna osoba z depresją w to nie uwierzy i tylko pogarszacie ten stan.



Jak odróżnić smutek od depresji? Depresja jest długotrwała, często razem z nią występuje bezsenność, utrata apetytu lub te dwie rzeczy w drugą stronę. Odwołując się do trzech ostatnich zdań z pierwszego akapitu - pocieszenie osoby, która ma depresję jest bardzo ograniczone lub niemożliwe, dodatkowo występują myśli samobójcze... A chyba takich nie macie, gdy jesteście po prostu smutni. Warto wtedy zacząć od rozmowy z kimś, komu ufacie w 100%, wyznać wszystko, co Was męczy. Osobiście nigdy nie podejrzewałam, że mogę mieć depresję, byłam ciągle smutna i uważałam to za gorszy okres w moim życiu. Ale takie okresy trwają zazwyczaj kilka dni, a nie tygodni lub miesięcy. Dopiero ta osoba mnie w tym uświadomiła. Podejrzewam, że wielu z Was nie wyobraża sobie chodzić do psychologa. I szczerze - ja też nie... Jasne, że byłoby to dla mojego dobra i powinnam zrobić to te 3-4 lata temu, ale nie potrafię wyobrazić sobie sytuacji, w której opowiadam o swoich problemach kompletnie obcej osobie. Wolałam zaufać komuś, kogo znałam i razem z nią próbować mnie naprawić. Nie chciałam być uzależniona od leków, które pomogłyby mi przetrwać kolejne miesiące. Czasem trzeba po prostu się ogarnąć - być ciągle zajętym, by nie dopuszczać do siebie tych myśli, znaleźć swoją pasję i oddać się jej, co robię do dzisiaj. Wybrałam szkołę, w której ją rozwijam, a przy okazji znajdują się tam osoby, których nigdy nie będę miała dosyć. Można uznać, że wygrałam w tej kwestii na loterii. staram się rozmawiać, by w pewnym momencie nie wybuchnąć, co przy depresji jest dosyć niebezpieczne. A gdy za często wychodziłam do ludzi, dla balansu musiałam pobyć kompletnie sama, w łóżku z książką lub przy serialu. Dzisiaj nie mam już myśli samobójczych, ponieważ znalazłam powody i cele, dla których warto żyć, nawet z reakcją w mózgu, która ogranicza Twoje poczucie szczęścia - tego nie da się kontrolować. Dalej jestem dla siebie jednocześnie najlepszym przyjacielem i największym wrogiem, ale mam jeszcze za dużo doświadczeń przed sobą; za dużo miejsc do odwiedzenia, za dużo książek do przeczytania, za dużo filmów do zobaczenia, za dużo osób, które polubię lub znienawidzę. Szkoda by było sobie to wszystko odpuścić. Nie proszę o opinię o moim stanie, chcę tylko, byście zobaczyli poniższy filmik + prezentację TED wyżej i byli świadomi, że depresji nie da się wybrać.

Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket
PS ZACHĘCAM DO CHODZENIA DO PSYCHOLOGA GDY PRÓBY OGARNIĘCIA SIĘ NA WŁASNĄ RĘKĘ NIE DZIAŁAJĄ LUB POGARSZAJĄ SYTUACJĘ, TO ŻE JA SIĘ NIE PRZEŁAMAŁAM BY POWIEDZIEĆ O TYM WIĘCEJ NIŻ DWÓM LUB TRZEM OSOBOM W NAJGORSZYM OKRESIE NIE OZNACZA, ŻE UWAŻAM TO ZA NAJLEPSZĄ DECYZJĘ W MOIM ŻYCIU. MOŻE KIEDYŚ TO SIĘ ZMIENI, ALE PÓKI CO DAJĘ SOBIE RADĘ I NIE POTRZEBUJĘ DIAGNOZY ORAZ LEKÓW. 

Komentarze

Popularne posty