[...] MOJE MARZENIA TEŻ MIAŁY PRZEZWISKA



Ludzie. Komary. Jak ktoś pisze skrótami. Zmęczone siatki/plecaki w autobusach. Jak nie mam czasu odpocząć. Okres. PMS. Udawany smutek/depresja. Gdy ktoś mnie perfidnie ignoruje. Wymuszony śmiech. Wścibskie sąsiadki. Ograniczeni ludzie. Gdy uznaje się kobietę, która ma bogate życie intymne za dziwkę. Argument z kluczem i zamkiem. Jak ktoś jest niekulturalny. Hipokryzja. Ludzie. Debby z Shameless. Gdy ktoś mówi, że coś nie wypada kobiecie. Spóźniające się pociągi. Homofobia. Nadgorliwość. Ludzie Pro-Life. Ocenianie po tym, ile kto ma pieniędzy. Pijani ludzie. Ludzie. Gdy poznaję kogoś fajnego, a mieszka na drugim końcu Polski. Mlaskanie. Piper z Orange is the new blackPodcinający skrzydła ludzie. Nauczyciele straszący maturą przez CAŁE liceum. Nieszczerość. Gdy ktoś mówi, że nie powinnam ufać swojemu chłopakowi tylko dlatego, że to związek na odległość. Sezonowcy. Plotki. Ludzie którzy rozpowiadają plotki na całą wieś. Pokolenie tumblr. Ludzie. Gdy na kolejny sezon serialu trzeba czekać dwa lata. Ocenianie po okładce. Gdy ktoś uważa bycie pewnym siebie za coś złego.



Mogłabym tak do wieczora wymieniać rzeczy, które mnie wkurzają. 



Ale gdyby się tak dłużej nad tym zastanowić - warto tracić nerwy na rzeczy, na które nie mamy wpływu? Płakać, bo ktoś ma gorzej/lepiej od nas i dokuczać komuś z tego powodu? Bo coś się nam kilka razy nie udało? Chcecie paść na zawał przed trzydziestką? Może tylko ja tak mam, ale przyszedł taki czas, gdy zaczęłam myśleć: I will focus on my own shit. Nie będę oceniać innych i nie dam sobie wmówić, że jestem gorsza tylko dlatego, że nie urodziłam się typową pięknością z idealnie proporcjonalnym ciałem. Ile ludzi, tyle opinii. Nieważne, do jakiego miejsca na świecie się udamy, zawsze znajdzie się jakiś debil, co będzie chcieć nam zepsuć dzień i do czegoś się przyczepi. Ten powie, że wyglądasz jak z dupy wyciągnięty, inna osoba doceni Twój styl lub odwagę. Jednego będzie obchodzić WSZYSTKO - z kim, gdzie, kiedy. Drugi uszanuje Twoją prywatność. Zmierzam do tego, żebyśmy wreszcie wyluzowali. Nie tracili nerwów, nie stresowali się tym, co pomyślą o nas inni, szczególnie już w dorosłym życiu. I nie patrzyli z góry na innych, skoro nie dali nam powodów do takiego a nie innego myślenia. Podziękowali lub pokazali innym środkowy palec, gdy nas ocenia.
Należę do tych osób, które tyją od wypicia szklanki wody i nie mam na to żadnego wpływu... Jednak zawsze próbowałam się pozbyć dodatkowych kilogramów tylko dlatego, że innym ludziom się to nie podobało. Cały czas miałam przed oczami słowa, którymi we mnie rzucano. A prawda jest taka, że czuję się ze sobą całkiem dobrze, co z tego że mam tu i tam trochę ciałka wiyncyj? To nawet rozczulające, że inni się tak mną przejmują. Nie będzie kłamstwem gdy napiszę, że po prostu patrzeli na mnie krzywo od podstawówki. Bo na pewno nie chce mi się ruszyć dupska, bo raz założyłam legginsy dla własnej wygody więc trzeba się ze mnie śmiać tylko dlatego, że nie ważę 45kg jak szkolne piękności i zaznaczyłam jakoś swoje atuty (#gimbaza). Bo tak ciężko zrozumieć, że każdy jest piękny na swój sposób. Bo tak ciężko pojąć, że te wytykanie palcami boli... I to też mnie wkurza. Jednak gdyby się tak zastanowić - owszem, dzieciaki potrafią być wredne, ale problem tkwi też w rodzicach i tym, jak wychowują swoje pociechy. Nie widzą tego, jak bardzo są nietolerancyjne względem innych i bronią je mówiąc, że moja córeńka nigdy by nie wyśmiała drugiej osoby ani ogólnie nie sprawiła nikomu przykrości! Nie rozmawiamy o tym. Ślepo w coś wierzymy. Udajemy, że nie widzimy problemu, gdy jakiś dzieciak przyznaje, że jest dręczony. To przecież normalne, prawda? Dręczyciele być może z tego wyrosną, choć niektórzy mówią, że ludzie się w ogóle nie zmieniają. Ale dręczonemu zostanie rana, z której może wytworzyć się coś o wiele poważniejszego. Czym sobie na to zasłużył? Niektórzy mogliby powiedzieć, że wyolbrzymiam problem. Niestety jest on wciąż aktualny, lub nawet poważniejszy niż kiedyś, bo teraz dużo większą moc ma Internet i anonimowość w nim. 
Miała osiem lat. Od pierwszej lekcji w trzeciej klasie przezywano ją "Brzydulą". Oboje przesiedliśmy się do ostatniej ławki, gdzie nie dosięgały nas kulki wystrzeliwane ze słomek. Ale szkolne korytarze były polem bitwy, gdzie nas codziennie dziesiątkowano. Na przerwach zostawaliśmy w klasie, bo na korytarzu było jeszcze gorzej. Musieliśmy umieć szybko uciekać, albo zamierać jak posągi, bo wtedy nas nie zauważali. W klasie piątej do ławki przyklejono jej znaczek: "Uwaga, groźny pies". Do dziś, mimo kochającego męża, nie uważa się za piękną, przez znamię, które zajmuje trochę mniej niż połowę jej twarzy. Dzieciaki mówiły, że wygląda jak pomyłka, którą ktoś próbował wymazać i mu nie wyszło. Nigdy by nie uwierzyli, że teraz wychowuje dwoje dzieci, których definicja piękna zaczyna się od słowa "Mama". Bo dla nich liczy się jej serce, a nie wygląd.


PS POST ZASTĘPCZY, RECENZJA W PIĄTEK.

Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket

Komentarze

Popularne posty