ZARAZ BĘDZIE CIEMNO [STEREOTYP BRUDSTOCK]


W niedzielę wróciłam z 22. Przystanku Woodstock. Jestem chora. Było zajebiście.

W planach na wakacje pisałam, że jadę na Woodstock m.in. dlatego, by obalić szerzony wszędzie stereotyp tego miejsca; brudasy, błoto, zło, picie do nieprzytomności i ćpuny. Po części jest to prawda (przynajmniej z błotem i brudem), ale mam nadzieję, że wszyscy wiemy, że chodzi tu o coś więcej, niż tylko o brudasów - jak to pięknie określa się WSZYSTKICH uczestników festiwalu. Fakt, nigdy nie miałam tak brudnej wody jak po Woodzie, ale spotkanie w jednym miejscu tylu pokojowo i pozytywnie nastawionych do życia ludzi było tego warte. Nie spotkałam tam żadnych dilerów, którym zresztą Owsiak kazał wypierdalać już na samym początku. Spotkałam uśmiechniętych ludzi, którzy chętnie podchodzili się przytulić lub pocałować i ja robiłam to samo o ile ktoś chodził z taką tabliczką. Mówcie lub myślcie sobie o mnie co chcecie, ale bliski kontakt szczególnie w postaci przytulania bardzo pomaga i działa lepiej niż lecznicza marihuana. Chyba.

Wyjdę teraz na typowego cebulaka, ale jedną z największych zalet festiwalu jest to, że jest on darmowy. I najwyraźniej kogoś zaczęło m.in. to boleć, skoro ogłosili Woodstock imprezą o podwyższonym ryzyku, co uważam za największą głupotę. NIGDY nie czułam się tak bezpieczna, tak kochana i dobrze odbierana przez innych. Nie przejmowałam się jak wyglądam i nie oceniałam pod tym względem innych; zależało mi tylko na tym, by być dobrym człowiekiem, dbać o siebie i ludzi wokół mnie. Jeśli chodzi o same koncerty... Zaliczyłam rozpoczęcie - Luxtorpedę, kawałek Inner Circle, Vintage Trouble, Hey, The Hives, The Rumjacks, Cochise, Dragonforce, Bring me the horizon (masakra, ale o tym zaraz), kawałek Chemii, The Mugshots, Gorgonzollę, Molly Malone's, kawałek The Analogs, Farben Lehre i Pull the wire. Czyli... jakieś szesnaście zespołów w cztery dni, nie wspominając o tym, że  np. Apocalypticę słuchałam z namiotu. Można? Można.

Za najbardziej efektowny i najgorszy koncert uważam Bring me the horizon, bo po prostu młoda publiczność trochę nie ogarnęła, o co chodzi w Woodstocku i jak się tam bezpiecznie bawić. Pod sceną prawie się dusiłam z samego stresu, że upadnę i mnie nie podniosą, bo będą zbyt wpatrzeni w wokalistę tego zespołu. To jasne, że super było zobaczyć Olivera na żywo (taka okazja już się raczej nie powtórzy), ale mimo to ten występ wspominam najgorzej. Najbardziej podobało mi się na Vintage Trouble i The Hives, na tym drugim głównie przez to, że ogarnęła mną nostalgia. Zespoły dostawały u mnie dużego plusa gdy dbały o publiczność i o dobre show, przez co trochę się rozczarowałam na Hey, jednak wiecie, nostalgia mocno.
Prawda jest taka, że o higienę wcale tak trudno nie było zadbać, o ile nie odstraszyły Was kolejki do pryszniców. W moim przypadku było albo za zimno by się umyć, albo przez kolejki sobie odpuściłam i poszłam się bawić dalej, brudna i szczęśliwa. Niestety, ale kolejki są wszędzie; do Lidla, po żetony na piwo, czasami do ToiToi'a... A wszystko co kiedykolwiek usłyszeliście o ich stanie prawdopodobnie jest faktem. 

Jeśli festiwal odbędzie się w przyszłym roku - A MUSI - to mam dla siebie i dla potencjalnych nowych Woodstockowiczów kilka rad. Nie bierzcie za dużo ubrań, a szampon czy żel pod prysznic przelejcie do mniejszych butelek (zajmują tylko miejsce, potwierdzone info). Zaopatrzcie się w namiot i śpiwór (swój kupiłam dopiero na terenie festiwalu), na wszelki wypadek w małą apteczkę, mokre chusteczki, papier toaletowy, worki na śmieci, krem z filtrem, latarkę, maskę przeciwpyłową lub chustę i najlepiej w glany. Nie zapominajcie też o uśmiechu i pozytywnym nastawieniu;). Swój pierwszy Woodstock przeżyłam w wysokich trampkach, które prawie cały czas były wilgotne, co wyjaśnia moje bycie chorą teraz. ZAWSZE miejcie przy sobie wszystkie cenne rzeczy, jak dokumenty, pieniądze i telefon. Spotkałam kilka osób, którym okradziono namioty i niestety, ale wszystko mieli w nich. Trochę ich wina... Namiot miałam w tym roku w lesie na przeciwko Dużej Sceny i w sumie było to najlepsze rozwiązanie, bo chronił nas przed deszczem i dawał cień w upał. A co do samych koncertów - warto zrobić sobie harmonogram, przejrzeć co się dzieje nie tylko na Dużej i Małej Scenie, ale też u Krysznów (gdzie polecam spróbować ich wegańskie jedzenie) czy przy ASP. W tym roku byłam na stand-upie, miałam być na Stuhrach i Korwin-Piotrowskiej ale nie wyszło... W każdym razie, co roku jest w czym wybierać i musicie się pogodzić z tym, że często wszystko się na siebie nakłada... I z obudzeniem o 9 rano przez radio Woodstock. I tłumami w pociągach. Osobiście spałam w przejściu między przedziałami i nigdzie się tak nie wyspałam jak tam. Przynajmniej w tym tygodniu co był Woodstock.

Podsumowując, na Woodstock zdecydowanie warto się wybrać, nawet przy nałożonych obecnie ograniczeniach. Spodziewam się, że będzie coraz ciężej, ale jak to powiedział Jurek: ten festiwal nigdy nie zginie. Przynajmniej miejmy taką nadzieję. Co w ogóle myślicie o tym wydarzeniu? Byliście? Macie jakieś ciekawe historie? A może jesteście przeciwnikami?

PS ZARAZ BĘDZIE C I E M N O!

Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket

Komentarze

Popularne posty