AUTOPORTRET BEZ TWARZY [#2]

pisiont twarzy Wiktorii
Pierwszą część autoportretu bez twarzy możecie przeczytać [tutaj].


Pierwszy autoportret bez twarzy był luźną notatką o obecnych uczuciach, planach i przemyśleniach. Zrobiła się z tego krótka historia o moim dzieciństwie, o tym że jestem dosyć nieogarniętą osóbką, ale mam w sobie ogromną pasję. Dzisiaj - dwudziestego sierpnia - chcę poruszyć temat wakacji i historii bloga. I znów tego, co mnie obecnie męczy.

Gdybym miała wybrać najcięższy rok dla mojej psychiki, byłby to rok 2012 i 2015. Pierwszy - bo depresja, pierwsze kroki ratowania siebie i znalezienie sobie zajęć, które zajmowałyby mój umysł. Padło na częstsze tworzenie i... założenie bloga. Miałam 14 lat i nie za bardzo lubiłam swoje życie, więc poznawałam wymyślone przygody wymyślonych ludzi, które ruszały mnie bardziej niż powinny. Pamiętam, ile radości dawało mi publikowanie recenzji. Gdy jeszcze pojawiły się pierwsze komentarze to uśmiech nie schodził mi w twarzy, bo łał, kogoś obchodzi to co myślę! Publikowałam czasami dwa razy dziennie, bo miałam tyle do przekazania, a koniecznie chciałam robić to od razu. Czytałam stosy książek miesięcznie, nawiązywałam swoje pierwsze współprace, więc czytałam jeszcze więcej. Blog został moim lekarstwem na depresję. Rzadko kiedy potem byłam smutna, jednak dalej nie wierzyłam w siebie i swoje możliwości. Obecnie mam 18 lat i nie czuję nic oprócz zmęczenia. W takich chwilach znów chciałabym mieć 14 lat, mimo że tak wyczekiwałam pełnoletności.
Pod koniec pierwszego kwartału 2015 roku wykryto u mnie torbiele na jajnikach. Spoko, już przez to przechodziłam (w szóstej! klasie szkoły podstawowej), dadzą hormony i będzie po sprawie - myślałam wtedy. W maju miałam jechać do Paryża, ale torbiel postanowił urosnąć do wielkości główki małego dziecka, więc mogłoby się to dla mnie źle skończyć. Do operacji wtedy nie doszło, bo postanowili jeszcze spróbować wykończyć to coś lekami. Udało się... Na trzy miesiące. We wrześniu znów powrócił i nie chciał zniknąć, więc na początku grudnia zrobili mi laparoskopię. Usunęli ponad 10cm zmianę i jeden jajowód, przez co przez długi czas nie czułam się w pełni prawdziwą kobietą. Rozpoczęły się przemyślenia w mojej głowie, które skończyły się pogodzeniem z faktem, że kiedyś mogę zostać bezpłodna. Nie żeby mi jakoś bardzo zależało na macierzyństwie, bo większymi uczuciami darzę zwierzęta niż małe dzieci, ale dalej jest to coś, co mnie męczy w chwilach słabości. Piszę o tym, bo za miesiąc idę znów na kontrolę i obawiam się zdania, które brzmi: znów musimy coś wyciąć. 

Te wakacje były chyba najlepsze w całym moim życiu... Spędziłam trochę czasu z miłością mojego życia, później byłam otoczona miłością z każdej strony na Woodstocku... Mogłam zapomnieć o całym tym syfie, spróbować czegoś nowego, pomyśleć racjonalnie o przyszłości i zdecydować, że moim najbliższym celem jest rozpoczęcie studiów w Poznaniu. Rozważam zostanie tatuatorem, więc studia wybiorę związane z projektowaniem lub ilustracją, żeby dopracować styl i nieco się jeszcze nauczyć, zanim zrobię komuś krzywdę (w pozytywnym sensie!). Trochę przerażają mnie koszty, które będę musiała wydać na maszynki, igły i ogólnie cały sprzęt, jednak wiem, że raczej szybko mi się to zwróci i jest to tego warte. Przeraża mnie w tym momencie ogólnie kilka rzeczy. Kolejną z nich to fakt, że żyjemy w erze rozproszenia i mój problem polega na tym, że jestem kolejną ofiarą tego. Trochę ciężko jest pracować/pisać/cokolwiek, gdy nie potrafisz się na tym skupić. Wiele osób mi mówiło, że powinnam wybrać jedną dziedzinę, w której chcę być dobra i się na tym skupić. Tylko że od zawsze chciałam być kimś w rodzaju człowieka renesansu (z jakim skutkiem, to już inna sprawa), druga właśnie polega na tym, że bardzo łatwo mnie rozproszyć. Dlatego nie wiem, czy ten post nie jest pożegnaniem, ale nie z blogiem, tylko częścią mnie. Nawet gdybym przeszła na pewnego rodzaju emeryturę, to dalej bym chciała pisać, nawet jeśli nie o filmach/serialach. Na pewno już dawno zauważyliście, że jestem człowiekiem-chaosem i to cud, że w ogóle zdecydowałam wreszcie kim zostanę jak dorosnę. Nie zdziwcie się, jeśli trochę się tu zmieni. Czy na lepsze, tego nie wiem.

This moment changes everything.
Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket

Komentarze

Popularne posty