AUTOPORTRET BEZ TWARZY [#3]: WIEŻA MELANCHOLII

Jesień to czas, którego nienawidzę i uwielbiam jednocześnie. [wpis z dziennika]

Nie przepadam za latem. Owszem, lubię długie wieczory, letnie burze w środku dnia i świadomość że są wakacje, ale dla mnie to czas obdartych ud, czerwonej twarzy jak burak i spalonej skóry. Uwielbiam, gdy robi się idealna temperatura - taka, żeby wreszcie założyć ulubiony sweter i wybrać się do lumpa po kilka nowych, tak na wszelki wypadek. Uwielbiam siadać z herbatą lub kawą przy biurku i rozmyślać, ile rzeczy w tym roku zrobiłam, nie zawsze zgodne z wolą innych. Jednak jesień zawsze zabiera mi coś, co mam przez całe lato - stabilną psychikę. Zaczyna się wtedy siedzenie w wieży melancholii. 
Rok temu nawet napisałam (w miarę) aktualny tekst na temat tego, jak sobie radzić z jesienną chandrą. I zgaduję, że u mnie na razie jest etap człowieka buritto - muszę wyleżeć pod kocykiem swoje, spróbować przeczytać to i owo, może odrobinę się odciąć od Internetów i przeanalizować kilka spraw, jak co roku. Dużo się dzieje, Przyjacielu.


Niedawno zaczęłam myśleć nad tym, żeby już od jesieni iść gdzieś do pracy na weekendy, by mieć zajęte myśli przez większość wolnego czasu, powiązane jest to oczywiście z tym, by zapobiec rozwojowi Potwora. Jednak - ku mojemu zaskoczeniu - okazało się, że zamiast tego będę chodzić (razem z całą klasą) na kurs ArchiCada (70h), a w wakacje mam możliwość zrobienia stażu jak zdam jakiś egzamin zewnętrzny. Nie wiem, czy o tym pisałam, ale przed wakacjami okazało się, że jest możliwość przystąpienia do projektu unijnego i... udało się. Będziemy mieć spotkanie z doradcą zawodowym (każdy indywidualnie), co mnie strasznie cieszy. W czwartej klasie jeszcze będziemy mieć ze szkoły prawo jazdy. Na początku miałam mocno mieszane uczucia i dalej mam. Chodzi głównie o to, że nie czuję przestrzeni, a ta specjalizacja to jedna z moich największych pomyłek... Przynajmniej tak wyglądają moje myśli ostatnio. Podejrzewam, że to wszystko kwestia ćwiczeń i nabrania pewnego rodzaju elastyczności, której muszę się jeszcze nauczyć. Z jednej strony - ok, w kwestii dyplomu końcowego to te kursy bardzo mi się przydadzą, a z drugiej - po co mi staż, skoro nie pójdę dalej w tym kierunku? Chociaż nie każdy ma możliwość zdobycia jakiegokolwiek doświadczenia na rok przed maturą, więc teoretycznie wybrzydzać nie mogę. Wszystko może się jeszcze zmienić z moim charakterem;). Lekcja na dzisiaj: nie bądź wszystkiego w 100% pewnym, miej wątpliwość... i wyjdź z tej cholernej wieży melancholii, to nie pomaga. 


To by było na tyle, co nowego u mnie. Do napisania jutro.

Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket  Photobucket

Komentarze

Popularne posty