AUTOPORTRET BEZ TWARZY


Kilka ostatnich miesięcy nazwałabym niezwykle intensywnymi. Miesiącami zmian, próbowania nowych rzeczy i pokonywania kolejnych przeszkód czy barier. Nie boję się już ludzi, bólu, przyszłości. Jedyne, co chcę czuć to ciepło na twarzy w słoneczny dzień. Jedyne, o czym muszę teraz pamiętać, to krem z filtrem, żeby się nie sparzyć jak co roku.

Zacznijmy od szkoły. Dłubię dyplom na jej koniec - malarstwa jeszcze nie zaczęłam, ale ze specjalizacji idzie mi całkiem sprawnie. Co zabawne, kiedyś nienawidziłam Klimta... Uważałam, że to kicz nad kiczami, a teraz jego złoty okres jest głównym tematem moich prac końcowych. Na specjalizację robię czarną łazienkę ze złotymi (ofc!) detalami i mozaiką, ma powierzchnię szesnastu metrów kwadratowych.  Na malarstwo - motyw Judyty, przed zabójstwem oraz po. Tylko, że będzie to autoportret. A Holofernesa będę wzorować na moim chłopaku. Spokojnie, nic mu nie sugeruję. Raczej. 

Znalazłam pracę. I od końca kwietnia żyję w trybie szkoła-praca po szkole i w weekendy-dyplom-kulturawjakiejkolwiekwolnejchwili. Nie służy mi klimatyzacja, utrata nerwów i bieganie po schodach sto razy w ciągu mojej zmiany, bo zaplecze znajduje się na poziomie minus jeden. Pewnie odejdę na początku czerwca, a przynajmniej spróbuję się uwolnić. Prawda jest taka, że większość wypłat wydam na tatuaże. Niczego nie żałuję. 

Pierwszy zrobiłam dokładnie wczoraj u Żuka w R'n'R w Katowicach, na wewnętrznej stronie łydki, nad kostką. Niebiesko-różowe kryształy przewiązane sznurkiem. Nie ma dla mnie żadnego głębszego znaczenia, po prostu jest ładny. Drugi robię trzeciego czerwca w Poznaniu (motyw Mulan na drugiej nodze), trzeci 29 czerwca we Wrocławiu (kot na udzie), a czwarty (skarabeusz pod piersiami) prawdopodobnie 29 lipca znów w R'n'R w Katowicach. Tak naprawdę tylko dwa z nich mają dla mnie jakieś znaczenie (Mulan i skarabeusz), czego nie będę tego tłumaczyć, bo każdy może to interpretować na swój sposób, a swoją historię/wersję wolę zatrzymać dla siebie. Doszukasz się znaczenia w kryształach - ok, chętnie posłucham. Widzisz to tak, jak ja opisałam na samym początku tego akapitu - też ok. Tylko błagam, nie pytaj czy boli. Bo to zawsze boli, a nasilenie zależy od miejsca na ciele. Mogę powiedzieć za to, co bolało bardziej - ten tłusty kontur niż wypełnianie kolorem, co mnie zaskoczyło. 

Kiedyś myślałam, że będę robiła rzeczy na zawsze tylko według swoich projektów, ale na to jeszcze potrzeba czasu i pieniędzy. Póki co łapię okazje i przyzwyczajam się do bólu, zanim wezmę się za dużo większe projekty (a pomysłów mam bardzo dużo, w tym jeden tatuaż przez całe plecy lub ich część). 

Następne dwa miesiące chcę potraktować typowo podróżniczo. Od drugiego do trzynastego czerwca jestem w Poznaniu, wracam i wyjeżdżam znów do Poznania w okolicach dwudziestego ósmego, żeby dojechać z moją osobą towarzyszącą na tatuaż do Wrocławia. Będzie dość spory i muszę mieć kogoś do trzymania za rękę, bo sama oszaleję. Jak dobrze pójdzie, to do końca lipca chciałabym spędzić czas w Poznaniu (zobaczymy, czy finanse pozwolą na jakieś większe szaleństwa), wrócić i zrobić tatuaż. Mimo intensywności mojego życia ostatnio musicie wiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwa. Wreszcie wszystko układa się po mojej myśli. No, mogłabym mieć więcej czasu na czytanie, ale nie można mieć wszystkiego, nie? 

Czy przestałam pisać? Nigdy. 
Tylko przestałam publikować. 

Komentarze

Popularne posty